Archiwum kategorii: web 2.0

Onet hasło to praktyczne rozwiązanie, odpowiadające na konkretną potrzebę użytkowników. Żeby wziąć udział w konkursach w portalu lub skomentować niektóre materiały, nie trzeba już zakładać nowego konta pocztowego – można po prostu ustalić hasło, będące kluczem do wybranych funkcjonalności portalu.

To troszeczkę podobna sytuacja jak z OpenID, czyli uniwersalnym hasłem – kluczem, które może być stosowane w wielu serwisach, szczególnie w społecznościach, w których bez logowania ani rusz. W Polsce na razie mało rozpowszechnione, ale im więcej serwisów będzie promować to rozwiązanie, tym łatwiej nam, użytkownikom oraz twórcom samych serwisów, będzie się żyło. Żeby zalogować się w dowolnym nowym serwisie, nie będziemy już potrzebowali nieustannie się rejestrować. To zaś zwiększy wygodę użytkowania stron oraz szanse ich twórców na to, że internauta zdecyduje się na nie zajrzeć. Rozpowszechnienie tej technologii przyczyni się też być może do bardziej systemowego eliminowania zagrożeń związanych z ochroną cyfrowej tożsamości, ponieważ OpenID jednoznacznie identyfikuje danego użytkownika. Z drugiej strony, to rozwiązanie można w kontekście ochrony danych widzieć jako wadę – uniwersalny klucz stwarza możliwość uzyskania dostępu do wielu stron jednocześnie i poczynienia na nich szkód. Na pewno więc nie powinno być – przynajmniej na razie – dostępne na stronach, na których szkody mogą okazać się namacalne i nieodwracalne – takich jak serwisy banków czy urzędów. Więcej na ten temat można poczytać na stronie projektu Identity 2.0.

Tym razem 3 rzeczy, które ostatnio zwróciły moją uwagę

Z kategorii “najgłupsza strona web 2.0.” – mojgrzech.pl

Z kategorii “najciekawszy startup mobilny” – m.youtube.com

Z kategorii “najfajniejszy wirtualny świat z zastosowaniem wideoprzewodnika” – seemydress.com

O wideprzewodnikach jeszcze będzie, na razie zachęcam do odbycia powyższych wirtualnych wycieczek.

Jak serwisy web 2.0. pokazują, o co w nich chodzi i jak należy się nimi posługiwać?

Często zachęty do aktywności działają zgodnie z zasadą, którą nazwałam „metodą trzech kroków”. Polega ona na umieszczeniu w serwisie (jako głównego hasła reklamowego lub też jako jego uzupełnienie) trzech kroków-haseł określających czynności, jakie umożliwia zostanie użytkownikiem serwisu. Zazwyczaj hasłom tym towarzyszą odpowiednie ikonki, ilustrujące wspomniane czynności.

Kilka przykładów:

Pytamy.pl: zadaj pytanie – odpowiedz na pytanie – odkrywaj w skrótowej, zilustrowanej prostymi ikonkami postaci przedstawia to, do czego można wykorzystać serwis.

Askeet.com – odpowiednik polskiego pytamy.pl, posługuje się hasłem: ask it – find it – answer it (w wolnym tłumaczeniu: zapytaj – odkryj – odpowiedz), czyli przekazującym dokładnie to samo, co wspomniany powyżej serwis pytamy.pl.

Z kolei webankieta.pl posiada sformułowane w rozbudowany sposób hasło: zaprojektuj ankietę – zapytaj respondentów – zanalizuj odpowiedzi, co koresponduje z charakterem serwisu, który ma aspiracje bycia użytecznym, profesjonalnym i prostym w obsłudze narzędziem dla osób pragnących przeprowadzić ankiety na dowolny temat. Ikonki towarzyszące temu hasłu są bardzo rozbudowane, są w zasadzie zestawami ikonek symbolicznie pokazujących każdy etap tworzenia hipotetycznej ankiety. Takie hasła są zazwyczaj wyczerpujące, to znaczy nie pomijają żadnego elementu, który jest istotną, podstawową funkcjonalnością serwisu (pomijają natomiast wiele czynności, które nie są charakterystycznymi, dystynktywnymi cechami danego serwisu).

Dlaczego akurat trzy? Kojarzy się to trochę z popularnym “zakuć, zdać, zapomnieć”, czyli krótką i konkretną receptą na rozwiązanie problemu. A rzeczone serwisy mają właśnie to na celu.

Sporo ostatnio mówiło się o kampanii, której główną bohaterką była niejaka Gaga Z.

Po pierwsze, podobał mi się świat subtelnych skojarzeń, które od początku budowała. Pseudonim artystyczny, nazwa płyty, tekst piosenki – wszystko w delikatny sposób sugerowało nam rozwiązanie reklamowej zagadki.

Po drugie, była logiczna. Na początku stworzono postać Gagi Z, parodię wiadomo kogo, która była była do tego stopnia obciachowa, że nie sposób było nie mieć jej dość po jednym obejrzeniu. Trudno było uwierzyć, że ktoś o tak ewidentnie niskiej wartości artystycznej i tak ewidentnie za wysokiej samoocenie może w ogóle mieć czelność pokazywać się publicznie. Budziła pogardę, ale i swoistą, pełną niedowierzania fasynację. Potem na stronie pojawiła się informacja – “Masz jej dość? Kliknij tutaj.”. Hmm ..kto by nie miał. Klikając, przenosiliśmy się na stronę producenta leku na zgagę.

Po trzecie, w mojej opinii kampania była skuteczna. A to dlatego, że większości ludzi zgaga nie kojarzy się z jakąkolwiek marką, tak jak ubrania, napoje czy buty. Tak więc wyróżniając się, sprawiamy, że ludzie zapamiętują nazwę produktu. Nie musimy mówić czy jest skuteczny czy nie i dlaczego. Ważne, że jak chwyci nas zgaga i wybierzemy się do apteki, poprosimy pewnie właśnie o ten środek, bo innych nie znamy.

Po czwarte, pokazuje, że może jednak w Polsce da się zrealizować coś niesztampowego, że może kiedyś dogonimy kraje bardziej w dziedzinie reklamy zaawansowane. I że istnieje wielki, nieodkryty potencjał, jaki niosą serwisy tworzone oddolnie przez internautów. To oczywiście były pierwsze przymiarki, ale przykład pokazuje że można.

A może nie można?

Z tego co obserwuję w necie, a czego wyraz daję na moim blogu, wyłaniają się jakieś trendy. Gdybym miała wymienić najważniejsze z nich – najbardziej znaczące i na teraz, i na przyszłość – wymienię:

  1. WEB 2.0 - a w szczególności internet tworzony przez użytkowników, którzy zyskują wielką władzę i siłę marketingową, a także to, jak okruch informacji staje się dzięki temu zjawisku potężną siłą.
  2. KONWERGENCJA MEDIÓW- to, że coraz częściej tradycyjne media przenoszą się do sieci, a tradycyjni telewidzowie i – przedw wszystkim – radiosłuchacze – włączają komputer zamiast TV lub radia.
  3. INTERNET MOBILNY – jego rosnące znaczenie i lista zastosowań.
  4. PERSONALIZACJA - stron i narzędzi, w jakimkolwiek swoim wymiarze.
  5. WIRTUALNE ŚWIATY, w co wliczam też gry, a także pełne multimediów, wciągające nas w interaktywną grę strony produktów FMCG.
  6. MULTIMEDIA - przede wszystkim wideo, które ożywia sieć, a które pojawia się wszędzie.
  7. NIESTANDARDOWE STRATEGIE MEDIOWE – Odejście od tradycyjnych mediów internetowych na rzecz bardziej subtelnych i bardziej kreatywnych sposobów zwracania uwagi użytkownika.
  8. GOOGLE I INTELIGENTNA SIEĆ - szeroko zakrojony zwrot Google w stronę inteligentnej sieci, którą konsekwentnie buduje poprzez siatkę użytecznych, zbierających informacje narzędzi. Google ma największą i najbardziej znaczącą marketingowo bazę danych na świecie!

Który z tych trendów jest najważniejszy – dla reklamy, dla społeczeństwa, dla użytkowników?

 johnny2.png   delight1.png

Przeglądając dziś Pudelka (tak, tak!) natknęłam się na reklamę kontekstową w słowach kluczowych, przypisanych do jednego z artykułów. Przy artykule o rzekomo “boskim” Johnnym Deppie, obok standardowych nazwisk gwiazd znalazło się zaznaczone na czerwono słowo “delight” czyli “rozkosz”. Zaciekawiona ową rozkoszną niespodzianką kliknęłam i zostałam przeniesiona na sympatyczną stronkę firmowaną przez Mars Delight Strefa Delight.

Reklama kontekstowa wydaje się być przyszłością reklamy w internecie. Jesteśmy coraz bardziej zmęczeni tradycyjnymi banerami, spada ich zauważalność i klikalność. Tak więc wymyślanie coraz nowych miejsc, gdzie można niby od niechcenia pochwycić i wciągnąć do zabawy internautę jest zadaniem dla osób planujących promocję w sieci.
Innym pytaniem jest, jak powinny wyglądać strony promujące produkty spożywcze, aby stanowiły one atrakcję dla internauty, jednocześnie wpływając pozytywnie na wizerunek, i w efekcie sprzedaż produktu.

Mars Delight udało się zrobić coś niesłychanie prostego i niesłychanie odkrywczego. Stworzyli stronę FMCG, którą można odwiedzać więcej niż raz. Agregując “najprzyjemniejsze” wpisy z różnych serwisów O2 – smakowitą i lekką modę, chwytliwe plotki – stworzyli miejsce, które dostarcza ciekawy, ciągle to nowy content, a zarazem kojarzy się z lekkością i przyjemnością chwili, których dostarcza nam ów drobny deser. A zatem chapeaux bas.

Wpadł mi ostatnio w oko raport Gemiusa, potwierdzający moje przypuszczenia co do blogów. Nie będę robiła tutaj szczegółowej analizy, bo jeśli ktoś jest zainteresowany, to może sobie go ściągnąć stąd, jednak już teraz można stwierdzić na pewno, że blogowanie nie jest już domeną ekshibicjonistycznych nastolatków czy ludzi, którzy nie wiedzą, co zrobić z wolnym czasem.

Blog coraz częściej pokazuje nasze zainteresowania, jest manifestacją osoby i wizytówką jej profesjonalnych kwalifikacji. Blogi w większości piszą osoby wykształcone, a także te zapracowane.

Sądzę iż jednym z powodów jest rozwój technologii: rozbudowane narzędzia – szczególnie graficzne i multimedialne – umożliwiają uczynienie tej wizytówki naprawdę atrakcyjną i naprawdę spersonalizowaną, a wtedy aż chce się pisać :)

Jak zwykle, chodzi o pokazanie się, ale już niekoniecznie swojego “wnętrza” (to się przejadło) lecz czegoś, co ma realną szansę zainteresować innych. Co ciekawe, piszemy także sami dla siebie – aby zbierać wiedzę i czuć, że po godzinach robimy coś sensownego. Tak czy inaczej, to dobry trend, sprawia że w internecie robi się ciekawie i tematycznie. Wystarczy spojrzeć na prawą belkę u mnie.

kokos.png

Pojawiło się ostatnio na polskim rynku sporo serwisów, które oferują coś, co już od dawna istnieje w innych krajach – pożyczki społecznościowe. Postanowiłam zbadać sprawę. Z tego co udało mi się ustalić, w chwili obecnej są to 4 serwisy, z czego jeden dopiero czeka na otwarcie, a mianowicie: kokos.pl, finansowo.pl, monetto.pl oraz pirbank.pl.

Który wybrać? Postanowiłam zarejestrować się w kokosie, bo ma chwytliwą nazwę i atrakcyjny layout :)

Idea jest prosta: osoby, które mają nadmiarową gotówkę (hm..), mogą ją zainwestować. Można zarobić więcej lub stracić mniej niż w banku. Z kolei osoby, które nadmiarem gotówki nie dysponują, a wręcz przeciwnie, mogą ją w serwisie pożyczyć od innych.

Czy to zadziała? Jeśli chodzi o polski rynek, widzę następujące przeszkody:

  • Społeczeństwo obywatelskie w Polsce cienko przędzie – trudno też mówić o wzajemnym zaufaniu
  • Rozwiązanie takie wiąże się z rozmaitymi zagrożeniami, jak kradzież pieniędzy i tożsamości (już nawet nie mówię o faktycznych zagrożeniach, ale o tak zwanym ich “społecznym odbiorze”).
  • Sądzę, że wielu będzie chętnych do wzięcia pożyczki, a do jej udzielenia – już niekoniecznie (cwaniacy z nas..), wskutek czego systemy upadną.

Można to podsumować tak: bardzo brakuje nam podstawowych mechanizmów, typowych dla społeczeństw obywatelskich. Inna kultura, inne przyzwyczajenia. Z drugiej strony, Polacy lubią “kombinować” – tu taniej kupić, tam drożej sprzedać. Więc może na początku system “chwyci”, a potem będzie skazany na upadek (jak, nie przymierzając, realny socjalizm).

Nie mam na poparcie tych wszystkich tez żadnych badań (jeśli takie mi wpadną w ręce, dorzucę do tego wpisu, obiecuję), ale mniemam, że właściciele tych serwisów je zrobili lub chociaż kupili. Hm, a może nie zrobili? Jaki będzie efekt finalny, pokaże jak zwykle przyszłość.

Jest wiele serwisów służących zarządzaniu projektami, ot choćby taki goplan.org.

Można zakładać tam projekty, dodawać uczestników i załączać pliki związane z danym projektem. Każdy projekt składa się z zadań. Każde z nich ma przypisany czas realizacji.

Niby nic nowego, jednak dzięki technologii ajax i możliwościom, jakie dają strony wiki, zarządzanie projektami jest po pierwsze prostsze i bardziej efektywne, a po drugie – co ważniejsze – można to robić w kilka osób.

Takie narzędzia mogą w przyszłości obrastać rozwiązaniami typu sprzęt do prowadzenia telekonferencji, zaawansowane narzędzia oparte na inteligentnych algorytmach, czyli wszystkim tym co służy po pierwsze zarządzaniu wiedzą, po drugie komunikacji.

Jak to się ma do korporacyjnych aplikacji Microsoftu i innych? Po pierwsze, online’owe narzędzia są bezpłatne. Po drugie, są nieskomplikowane. Po trzecie, ich rozwój jest uzależniony od bezpośredniego feedbacku użytkowników. I o to chodzi.

Wyczajka.pl pozwala na szybkie znalezienie jakiejkolwiek osoby w popularnych serwisach społecznościowych (takich jak grono, linkedin, goldenline, nasza-klasa i inne) i ogólnie w internecie. Wyszukuje także dane kontaktowe takie jak telefony i emaile.

Nie oferuje contentu, który byłby w jakikolwiek sposób odkrywczy: to po prostu agregator, przydatne narzędzie – choć z pewnością może być dużo lepsze. Przydatne dlatego, że zapewne każdy z nas kiedyś kogoś szukał: przyjaciół, kolegów, znajomych, współpracowników. Z powodów praktycznych i ze zwykłej ciekawości. Jest to narzędzie przydatne także dla pracodawców, którzy poszukują informacji o osobach, które mieliby potencjalnie zatrudnić.

Czy nowy serwis w jakikolwiek sposób obnaża naszą prywatność? Nie. Skraca tylko drogę i ułatwia wyszukiwanie. Dla osób zdeterminowanych, by dowiedzieć się o nas wszystkiego co możliwe, istnienie takiego serwisu nic nie zmienia. Jednak ci, którzy szukają nas “z przypadku”, po prostu dlatego, że poprzez “wyczajkę” szukać jest tak łatwo – mogą dowiedzieć się nieco więcej o nas, niż może sami chcielibyśmy im powiedzieć. Co pokazuje tylko, że w internecie wcale nie jesteśmy anonimowi i dane o sobie powinniśmy aplikować z rozsądkiem.