Dziś rano postanowiłam, że przestaję czytać Pudelka.pl. Ten internetowy serwis należący do o2.pl, zawierający sporo zdjęć i niesmacznych plotek o gwiazdach, zwykłam odwiedzać właściwie codziennie.
Dlaczego? Żeby się odmóżdzyć w wolnej chwili. Ponieważ wiem, że zawsze tam znajdę odmóżdżenie w czystej postaci. Ale ostatnio coraz częściej zadawałam sobie pytanie – co ja tutaj robię? Coraz częściej po przeczytaniu kolejnego postu czułam po prostu niesmak.
- Pudelek przedstawia przekazy ściągnięte z mainstreamowych mediów, przerobione na atrakcyjną papkę. Potem, na podstawie tej papki, szczuje czytelników przeciwko różnym zjawiskom, jakie uznaje za “nieetyczne”, “skandaliczne”, “obciachowe” czy też “żenujące”.
- Co więcej, serwis, reprezentujący zdawałoby się najgorsze wzorce obłudy i małostkowości, odwołuje się, jako do swoistego alibi, do pojęcia “etyki”, dzięki któremu może arbitralnie oceniać życie innych ludzi na podstawie bardzo daleko idących wniosków, wypaczających fakty. Zgodnie z zasadą “a ciemny lud i tak to kupi.”
- Szczytem hipokryzji jest fakt, iż serwis gani gwiazdy za to, iż pchają się na świecznik, “zapominając” niejako, iż sam z tego żyje i tym karmi czytelników.
- Pudelek ma również swoich etatowych “wrogów” których komentujący czytelnicy zdążyli znienawidzić. Serwis ma ogromną moc, dzięki której może ferować wyroki i niszczyć kariery. Klasyczny mechanizm – jeśli ktoś próbuje dementować, jeszcze bardziej się pogrąża.
- Pudelek stosuje najgorsze techniki dziennikarskiej manipulacji i dyskredytacji. Steruje emocjami jak papierowymi marionetkami – raz nienawiść, raz miłość, raz zazdrość, raz podziw – niczym w jakiejś onirycznej operze mydlanej.
Nie namawiam nikogo, żeby porzucał ten serwis, bo wiadomo – on uzależnia i bawi, ale… posłużę się porównaniem.
Pewnie nie powiem nic odkrywczego, ale Pudelek to taki webowy McDonald (do którego też postanowiłam nie chodzić). Niby smaczny, ale po jednym burgerze już Cię mdli, a po latach odkrywasz u siebie jakąś przewlekłą chorobę. Podobnie z Pudelkiem – czytanie go jest zabawne i fajne, ale łatwo poczuć niesmak. Niemniej najgorsze są ukryte, dostrzegalne dopiero po latach skutki dla umysłu. Wierzę, iż jad, bzdury i demagogia, sączone w małych dawkach na codzień, po latach potrafią zabić rozum.