Archiwum kategorii: reklama

W Szwecji w tym roku wydatki na reklamę w internecie przewyższyły wydatki reklamowe na TV. W Wielkiej Brytanii przewidywane jest to już w tym roku. Są to informacje zasłyszane, tak więc w najbliższym czasie postaram się uzupełnić je statystyką.

Jaka jest przyszłość TV via Internet? Na razie wygląda to kiepsko. Inne badania  pokazują, że w Polsce dostęp do szerokopasmowego internetu ma tylko 8,4 procent Polaków. A nawet jeśli, wciąż internet jest za wolny, aby oglądać telewizję doskonałej jakości. Tak więc na razie tradycyjna TV nie zginie, jednak na dłuższą metę jej dni są policzone.

Czym, z punktu widzenia zwykłego człowieka, różni się telewizja tradycyjna od tej internetowej, która pewnie zastąpi ją w przyszłości? Ano, dwoma całkiem istotnymi dla reklamy sprawami. I wcale nie chodzi o technologię.

Po pierwsze, przy telewizji internetowej widownie będą coraz bardziej rozproszone i niszowe.

Po drugie, jest interaktywna i umożliwia natychmiastowe komentowanie – także w formie wideo.

To naprawdę wiele zmienia.

Niniejszym wpisem inauguruję nową kategorię na blogu webtrendy - oceny stron z branży FMCG, czyli przede wszystkim produktów spożywczych, ale także kosmetyków i wszelkich innych dóbr szybko zbywalnych. Dlaczego wyróżniam te akurat strony?

Po pierwsze, stanowią one lwią część projektów agencji interaktywnych.

Po drugie, w przeciwieństwie do Web 2.0. i portali/vortali, mało kto na te strony wchodzi regularnie. Zazwyczaj odwiedza je raz, i jeśli za tym jednym razem da się przekonać do strony i produktu, to znakomicie. Jeśli nie – to nie będzie już drugiej okazji.

Po trzecie, mało kto wchodzi na te strony umyślnie. Zazwyczaj klika na reklamę, wchodzi przypadkowo czy też z polecenia przyjaciół. A żeby przyjaciele polecali sobie wzajemnie daną stronę, musi być naprawdę wypasiona, bo nikt nie ma czasu czytać nudnych informacji o historii firmy X, a jeśli jest tylko zainteresowany produktem, to po prostu idzie do sklepu i kupuje.

Słowem, ich twórcy muszą się szczególnie mocno starać. Często są to strony naprawdę zaskakujące oryginalnym  i dopracowanym designem, grami interaktywnymi, animacjami, multimediami i co tam jeszcze fabryka wyprodukowała.

W każdym odcinku cyklu będę omawiać strony z innej półki. Według różnych, stworzonych na potrzeby chwili kryteriów. Napiszę o tym, co mi się podoba, a co niekoniecznie. Również w kontekście pytania, po co właściwie dana strona zaistniała. Odcinki będą pojawiać się bardzo nieregularnie, a strony będą wybierane całkowicie subiektywnie. I jeszcze jedno – oceniam tylko pierwszą ligę, albo też takie strony, które z racji budżetu, wykonania i marki do tej ligi pretendują. Nie będę kopać tego, co i tak już leży.

Dziś poza kategoriami, na rozgrzewkę dwie stronki, któe ostatnio zwróciły moją uwagę – czytaj – zdołały ją przyciągnąć. Zapraszam na duofruo.pl oraz tegomitrzeba.pl

agencynet1.png

agencynet1.pngagencynet1.pngStronka agencji interaktywnej, która ogromnie mi się spodobała, i jest wg mnie zapowiedzią nowych czasów, w których strony staną się bardziej podobne do naszych domów niż do naszych gazet…

Zobaczcie TUTAJ.

Czym właściwie jest czy też właściwie może być dla internauty Google?

  • Po pierwsze, zaspokaja wszystkie najważniejsze potrzeby, dla których ludzie w ogóle pojawiają się w internecie. Tak więc: poszukiwanie informacji, poczta, rozrywka.
  • Po drugie, narzędzia Google, takie jak Gmail, kalendarz, wyszukiwarka czy Igoogle to mistrzostwo w dziedzinie wygody, szybkości, przejrzystości interfejsu. Dlatego ludzie ich używają. I tak niepostrzeżenie zaplątują swoje życie w sieć.

Google całkowicie zastępuje to, czym niegdyś były portale horyzontalne – jest “wrotami do internetu” (stąd zresztą wzięło się w tym kontekście słowo “portal”). Dzięki spersonalizowanej stronie można mieć z jednego miejsca dostęp do całego internetu i rozlewniwiająco prostych i wygodnych w użyciu narzędzi kompleksowo organizujących życie. Co w połączeniu z możliwością szybkiej i łatwej, samodzielnej zmiany uporządkowania contentu na stronie sprawia, że Igoogle jest właściwie mapą upodobań danej osoby.

Google dysponuje jeszcze narzędziami analitycznymi - takimi jak chociażby bardzo rozbudowany, darmowy system statystyk strony Analytics. To załatwia sprawę właścicieli stron – udostępniają bez bólu wszystkie dane na temat odwiedzalności swych stron i profilu internautów.

Podsumujmy. Nie będzie to szczególnie odkrywcze, jeśli napiszę, że Google wie o internaucie wszystko, jeśli ten na to pozwoli. Wie, co go interesuje i co robi. Zna jego styl życia i upodobania. Te wszystkie informacje pozyskiwane są bez konieczności przeprowadzania skomplikowanych i kosztownych badań. Internauta sam dostarcza je za darmo i chętnie. Co stanie się z tymi informacjami? Jest to bezcenne źródło wiedzy, dzięki której można już nie grupowo, a indywidualnie targetować przekaz marketingowy i poznać właściwie na wylot upodobania konsumentów. Co dla przeciętego zjadacza chleba może nie być wcale zagrożeniem, prócz tego, że tak naprawdę zaczyna żyć w rzeczywistości, w której za cenę wygody pozbywa się części prywatności. Wcale nie twierdzę że to źle, ale jest to jednak jakiś (nieodwracalny) wybór.

Zawsze zastanawiało mnie istnienie sponsorowanej przez Coca-Colę społeczności udasie.pl. Zaspokaja ona wg mnie potrzebę tak sztuczną, tak bardzo wymyśloną i niszową, że jest ona nawet bardziej sztuczna niż sama potrzeba picia Coca-Coli. Ale skoro udało się przekonać świat do picia tego orzeźwiającego napoju, którego i ja jestem fanką, być może twórcy serwisu doszli do wniosku, że i tym razem się powiedzie?

Na czym polega idea serwisu? W ogromnym skrócie, należy stworzyć swoją listę celów i marzeń, podzielić się nimi z innymi, pochwalić się jak się uda i wspierać innych. Zadaję sobie pytanie, na które nie znajduję odpowiedzi: co będę mieć z tego, że podzielę się może dla mnie ważnymi, ale trywialnymi (a nawet głupimi) marzeniami z innymi? Że niby co tam napiszę – ” zdać egzamin”, “zdobyć Mount Everest”, “mieć domek za miastem” czy co jeszcze (a wymieniłam tylko te co bardziej sensowne)? Jakie mam podstawy, żeby przypuszczać, że moje marzenia okażą się na tyle ciekawe dla innych, zupełnie mi obcych ludzi, że będą wchodzić na serwis, czytać te marzenia, i jeszcze mnie wspierać? Niby dlaczego mieliby to robić?

Dlatego należy tę społeczność traktować jedynie w kategoriach zabawy. Reklamowej zabawy. Nie sądzę, żeby była w stanie sama na siebie zarobić. Nie oferuje ciekawego contentu, ani czegoś, co przyciągnie spragnione uznania i interakcji tłumy.

No dobrze, Coca-cola może do niej dopłacać. Tylko jakie to ma przełożenie na markę? Przełożenie na to, że pójdę i kupię coca-colę, a także na to, że będę uważała coca-colę za cool napój i będę przywiązana do niej całe życie? Czy idea społeczności jest podzielana przez osoby, które naprawdę kupują colę? Czy może wręcz psuje jej wizerunek?