Archiwum kategorii: reklama

Powyższe rozwiązanie w dziedzinie mediów interaktywnych wskazuje, że można nad nimi mieć kontrolę. Być może w końcu era denerwujących “wyskakujących okienek” przejdzie do przeszłości. Okienko, które widać powyżej na obrazku, to reklama typu brandmark zawierająca materiał wideo. Co jest w niej ciekawego, to fakt, iż okienko można łatwo przesuwać po całej powierzchni portalu oraz minimalizować – słowem, można je odsunąć na bok i obejrzeć reklamę później, bez konieczności zamykania jej. Film można też, jak zwykłe wideo, pauzować i odtwarzać od początku. Jeśli więc reklama nam się podoba – a przy tak dużym polu manewru dla internauty jest na to szansa - można obcować z nią dłużej i z większym zaangażowaniem. Tak czy inaczej, jeśli już reklamodawca decyduje się na reklamę tradycyjną, czyli display – powinien ograniczyć się do tego rodzaju form: atrakcyjnych ze względu na content wideo, który kojarzy się oglądającym ze szperaniem w serwisach typu youtube, oraz “zarządzalnych” – takich, nad którymi internauta może utrzymać pełną kontrolę, jak w powyżej zilustrowanym przykładzie.

Trochę prywaty w temacie: w najnowszym numerze “Marketingu w praktyce” ukazał się mój artykuł pt. “Szanse z e-technologii”, w którym robię przegląd wszystkich ważniejszych e-technologii ostatnich lat i oceniam ich wpływ na marketing internetowy i komunikację marketerów z internautami.

Ano przyszło. I zrobiło. Z Kabat nie przyjechało ani związkowcy nie załatwili. Na GoldenLine.pl trwała od pewnego czasu zażarta dyskusja, kto stoi za tą outdoorową i online’ową kampanią teaserową. Po odkryciu whois domeny juzzachwile.pl wiadomo było, że to Play. Niedopatrzenie czy celowy zabieg?

Czy kampania jest skuteczna? Według mnie, bardzo. Strona jest zrobiona bardzo dobrze, konkretnie przedstawia korzyści, które są również konkretne. Dała mi czas na zapamiętanie marki. Dała mi powody. I niepostrzeżenie ma szansę wskoczyć na pierwszą pozycję, gdy pomyślę o “tanim mobilnym internecie”. A potem laptop, plaża i szum morza.. ewentualnie ławka w parku.

Uwielbiam Reddsa. Przede wszystkim dlatego, że jest pyszny. A odkąd ma nowe, designerskie puszki, kupuję go częściej i chętniej. Do czego to jest w stanie doprowadzić nas pogoń za stylem :)

Bo tym, co do nas najbardziej przemawia, jest estetyka czyli innymi słowy obrazki. I kolory. Estetyka Reddsa przemawia szczególnie do kobiet, dla których zresztą powstało to piwo. A rysunki Endo, które ubóstwiam za miejski, lekko dekadencki a przede wszystkim kobiecy i nowoczesny styl – pasują tu idealnie.

A strona jest bardzo skromna, wizerunkowa. To właściwie minisite. Jest świetna pod względem grafiki i nie przeładowana dziwnymi gierkami i bajerami, jak wiele stron FMCG. Po prostu miło popatrzeć. A potem odnaleźć charakterystyczną puszkę w sklepie.

Miałam już dzisiaj nie pisać, bo jutro samolot na długi weekend a jeszcze sporo pracy przede mną, ale to co dzisiaj znalazłam, mocno mnie uderzyło. Otóż Agora organizuje konferencję pod hasłem zmiany w komunikacji, jaką niesie wideo. Dopiero teraz się obudzili?

Czego mogę dowiedzieć się nowego na tego typu konferencji? Że formy wideo w e-marketingu są fajne, bo przyciągają uwagę a poza tym że to najnowszy webowy trend? To wiem i bez konferencji. No, chociaż wstęp jest bezpłatny – można się za darmo “polansować”.

Wydaje mi się, że jest to temat co najwyżej dwie prezentacje, jeśli nie jedną, w ramach jakiejś konferencji o trendach w sieci w ogóle. Ale marketing robi swoje – ładne turkusowe tło, webdwazerowe literki, i na dodatek ten napuszony tytuł “Rewolucja w komunikacji” i już wydaje się, że staniemy się świadkami wydarzenia na miarę upadku imperium rzymskiego lub choćby Rewolucji Francuskiej.

Przy okazji możemy podziwiać na banerze facjatę pana D.K., który moim zdaniem jest mistrzem wygłaszania kompletnych oczywistości w formie prawd objawionych.

Sporo ostatnio mówiło się o kampanii, której główną bohaterką była niejaka Gaga Z.

Po pierwsze, podobał mi się świat subtelnych skojarzeń, które od początku budowała. Pseudonim artystyczny, nazwa płyty, tekst piosenki – wszystko w delikatny sposób sugerowało nam rozwiązanie reklamowej zagadki.

Po drugie, była logiczna. Na początku stworzono postać Gagi Z, parodię wiadomo kogo, która była była do tego stopnia obciachowa, że nie sposób było nie mieć jej dość po jednym obejrzeniu. Trudno było uwierzyć, że ktoś o tak ewidentnie niskiej wartości artystycznej i tak ewidentnie za wysokiej samoocenie może w ogóle mieć czelność pokazywać się publicznie. Budziła pogardę, ale i swoistą, pełną niedowierzania fasynację. Potem na stronie pojawiła się informacja – “Masz jej dość? Kliknij tutaj.”. Hmm ..kto by nie miał. Klikając, przenosiliśmy się na stronę producenta leku na zgagę.

Po trzecie, w mojej opinii kampania była skuteczna. A to dlatego, że większości ludzi zgaga nie kojarzy się z jakąkolwiek marką, tak jak ubrania, napoje czy buty. Tak więc wyróżniając się, sprawiamy, że ludzie zapamiętują nazwę produktu. Nie musimy mówić czy jest skuteczny czy nie i dlaczego. Ważne, że jak chwyci nas zgaga i wybierzemy się do apteki, poprosimy pewnie właśnie o ten środek, bo innych nie znamy.

Po czwarte, pokazuje, że może jednak w Polsce da się zrealizować coś niesztampowego, że może kiedyś dogonimy kraje bardziej w dziedzinie reklamy zaawansowane. I że istnieje wielki, nieodkryty potencjał, jaki niosą serwisy tworzone oddolnie przez internautów. To oczywiście były pierwsze przymiarki, ale przykład pokazuje że można.

A może nie można?

Z tego co obserwuję w necie, a czego wyraz daję na moim blogu, wyłaniają się jakieś trendy. Gdybym miała wymienić najważniejsze z nich – najbardziej znaczące i na teraz, i na przyszłość – wymienię:

  1. WEB 2.0 - a w szczególności internet tworzony przez użytkowników, którzy zyskują wielką władzę i siłę marketingową, a także to, jak okruch informacji staje się dzięki temu zjawisku potężną siłą.
  2. KONWERGENCJA MEDIÓW- to, że coraz częściej tradycyjne media przenoszą się do sieci, a tradycyjni telewidzowie i – przedw wszystkim – radiosłuchacze – włączają komputer zamiast TV lub radia.
  3. INTERNET MOBILNY – jego rosnące znaczenie i lista zastosowań.
  4. PERSONALIZACJA - stron i narzędzi, w jakimkolwiek swoim wymiarze.
  5. WIRTUALNE ŚWIATY, w co wliczam też gry, a także pełne multimediów, wciągające nas w interaktywną grę strony produktów FMCG.
  6. MULTIMEDIA - przede wszystkim wideo, które ożywia sieć, a które pojawia się wszędzie.
  7. NIESTANDARDOWE STRATEGIE MEDIOWE – Odejście od tradycyjnych mediów internetowych na rzecz bardziej subtelnych i bardziej kreatywnych sposobów zwracania uwagi użytkownika.
  8. GOOGLE I INTELIGENTNA SIEĆ - szeroko zakrojony zwrot Google w stronę inteligentnej sieci, którą konsekwentnie buduje poprzez siatkę użytecznych, zbierających informacje narzędzi. Google ma największą i najbardziej znaczącą marketingowo bazę danych na świecie!

Który z tych trendów jest najważniejszy – dla reklamy, dla społeczeństwa, dla użytkowników?

Znalazłam ciekawy artykuł o mitach nt. wirusowego wideo, pod którym się z pełnym przekonaniem podpisuję. Jednym z opisanych mitów jest tzw. “promocja promocji” – wrzucając do sieci virala, często promujemy sam filmik, nie myśląc o przekazie jaki ze sobą niesie, ani o tym, jaki będzie miał wpływ na strategię/wizerunek/sprzedaż produktu. Przy tej okazji pragnę przypomnieć dwa filmiki, które pewnie są już niektórym znane, w szczególności ten polski. Dokładnie biorąc, chodzi mi o przeróbki reklam banku BPH i MasterCard. Obie mocno kontrowersyjne.
Z bankiem BPH afera wybuchła jakiś czas temu w Polsce. Spot można było obejrzeć TUTAJ. Wielu się podobał, jednak mam nieodparte wrażenie, że nie wpłynie dobrze na wizerunek marki. Ten spot może jest śmieszny, ale w moim odczuciu tworzy wokół banku nieprzyjemny klimat. Uderza w mity zakorzenione w głębokich warstwach świadomości, że prawo do kredytów, dobrego traktowania, konsumpcji i korzystania z życia jest zarezerwowane tylko dla wąskiej grupy uprzywilejowanych, tak jak to było na początku lat 90. Nie ma się co oszukiwać, że żyjemy w społeczeństwie już egalitarnym, gdzie takich skojarzeń nie ma. Dlatego też sądzę, że u wielu osób po obejrzeniu spotu pojawiły się negatywne emocje, może nawet nieuświadomione. Stawiam dolary przeciw orzechom, że wyszłoby to w badaniach projekcyjnych.


Drugi spot, MasterCarda – TUTAJ - ogląda się o wiele przyjemniej. Skojarzenie z seksem, choć obrazoburcze dla tak szacownej marki, robi w sumie dobre wrażenie – odświeża nieco zbyt grzeczny wizerunek produktu i apeluje do ukrytych pokładów pozytywnych emocji z nim związanych.

Jaki z tego wniosek? Tworząc wirale, nie powinniśmy myśleć tylko o tym by dobrze się “mnożyły”. Bo w końcu jest to tylko narzędzie strategii, a nie jej cel.

 johnny2.png   delight1.png

Przeglądając dziś Pudelka (tak, tak!) natknęłam się na reklamę kontekstową w słowach kluczowych, przypisanych do jednego z artykułów. Przy artykule o rzekomo “boskim” Johnnym Deppie, obok standardowych nazwisk gwiazd znalazło się zaznaczone na czerwono słowo “delight” czyli “rozkosz”. Zaciekawiona ową rozkoszną niespodzianką kliknęłam i zostałam przeniesiona na sympatyczną stronkę firmowaną przez Mars Delight Strefa Delight.

Reklama kontekstowa wydaje się być przyszłością reklamy w internecie. Jesteśmy coraz bardziej zmęczeni tradycyjnymi banerami, spada ich zauważalność i klikalność. Tak więc wymyślanie coraz nowych miejsc, gdzie można niby od niechcenia pochwycić i wciągnąć do zabawy internautę jest zadaniem dla osób planujących promocję w sieci.
Innym pytaniem jest, jak powinny wyglądać strony promujące produkty spożywcze, aby stanowiły one atrakcję dla internauty, jednocześnie wpływając pozytywnie na wizerunek, i w efekcie sprzedaż produktu.

Mars Delight udało się zrobić coś niesłychanie prostego i niesłychanie odkrywczego. Stworzyli stronę FMCG, którą można odwiedzać więcej niż raz. Agregując “najprzyjemniejsze” wpisy z różnych serwisów O2 – smakowitą i lekką modę, chwytliwe plotki – stworzyli miejsce, które dostarcza ciekawy, ciągle to nowy content, a zarazem kojarzy się z lekkością i przyjemnością chwili, których dostarcza nam ów drobny deser. A zatem chapeaux bas.

Google zamierza wprowadzić i udoskonalać system zarządzania reklamami online. Tak jak sobie to wyobrażam i przypuszczam (bo systemu jeszcze nie ma), będzie to jak w przypadku większości produktów Google, kolejny spory krok w stronę inteligentnej sieci.

Zawód media plannera, jako osoby jedynie planującej kiedy, gdzie i jak zostaną wyświetlone media, ma szansę wkrótce odejść do przeszłości. Bo algorytmy, rozwiązujące tego rodzaju dylematy, będą dysponowały podobną wiedzą, a na pewno lepszymi mocami przerobowymi niż ludzie.

Media plannerzy powinni już teraz myśleć nad tym, jak skupić się bardziej na tworzeniu strategii, które pozwoliłyby firmie odnaleźć internautę w jego naturalnym środowisku, a po drugie – skłoniły go do tego, żeby sam z przyjemnością obejrzał reklamę. Bo nie ma co się łudzić, że tradycyjne formy reklamy w internecie nie bedą traciły na znaczeniu. A biorąc pod uwagę wspomniany już przeze mnie trend wzrostowy tyczący się wydatków na reklamę online, warto o tym poważnie pomyśleć.

Strony dla dziewcząt i młodych kobiet powinny być moim naturalnym środowiskiem. Każdy pewnie intuicyjnie czuje, że powinny stawiać na design i na ciekawe tematy. Powszechnie wiadomo, że my kobiety lubimy plotkować, szczególnie o facetach, ale także o innych przyjemnościach życiowych. Szczególnie jeśli mamy 16-30 lat i wszystkie (lub chociaż większość) możliwości są właściwie jeszcze dla nas otwarte.

Do takiego właśnie targetu odwołują się dwie stronki, które ostatnimi czasy przyuważyłam w sieci. Obie są związane z produktami spożywczymi, ale produkty owe są bardzo zgrabnie, nienachalnie wplecione w koncepcję obu stron.

Pierwsza z nich to Freeqstyles, społeczność dla młodych kobiet zbudowana wokół piwa Freeq i idei “kobiecych wieczorów”, pogaduszek w damskim gronie. Strona wokół tych pogaduszek się skupia. Podzielona jest na 3 działy.

  • Kobieta w pracy: mówi się tam na temat pogodzenia pracy z życiem rodzinnym, nietypowych zawodów, szklanego sufitu, czyli podsumowując – spraw okołozawodowych.
  • Kobieta nocą – czyli coś a’ la Seks w wielkim mieście.
  • Kobieta w domu – gotowanie, moda, uroda, dekorowanie, diety.

Czyli w sumie podział całkiem logiczny, a tematy smakowite jak lekki łosoś z rukolą popity szampanem z truskawką.
Pojawia się jednak dręczące pytanie, czy kobiety rzeczywiście lubią rozmawiać tylko o przysłowiowej dupie Maryni, czy to tylko stereotyp? Po drugie, czy każda z nas jest w duchu drapieżną wielkomiejską Cosmogirl? Po trzecie i najważniejsze, czy naprawdę ktoś przyjdzie na taką stronę, jeśli chce na te tematy porozmawiać, jeśli pod bokiem ma (w zależności od wieku) grono, goldenline i setki innych rozbudowanych społeczności z forami dyskusyjnymi oraz vortali tematycznych?

Jednak nie to jeszcze jest tą kroplą, która przechyla czarę goryczy. Problem leży gdzie indziej. Może i bym porozmawiała na jeden z tych tematów, ale niekoniecznie wtedy, gdy żeby otworzyć jakiś wątek, muszę czekać aż wyrosną mi na ekranie stylizowane motywy florystyczne. Niekoniecznie, gdy żeby zobaczyć jakiekolwiek komentarze, trzeba z trudem przewijać małe flashowe okienka. To nie jest wygodne. Koniec końców po takie wizycie jestem tylko zdenerwowana. Wołałabym się już napić piwa i pogadać na żywo, niż męczyć się żeby cokolwiek przeczytać, nie mówiąc już o udzieleniu odpowiedzi.

A przecież powinno być tak, że gdy u internautki pojawia się impuls napisania komentarza, ta iskra zainteresowania która ma szansę utrzymać ją przy tej rachitycznej społeczności, powinna móc to zrobić szybko i prosto.

Na razie więc surfuję dalej, na stronę firmowaną przez Goplanę – Czekoterapię. Jest to witryna adresowana do nieco młodszych kobiet, nastolatek i studentek (no, może też do “przerośniętych nastolatek”, czego dowodem fakt, że mi się spodobała). To taka babska strona, pod hasłem “terapii za pomocą czekolady”, gdzie można znaleźć parę śmiesznych, poprawiających nastrój gadżetów np. czekohoroskop, męski striptiz, generator komplementów (świetny!), a także, bo czemu nie, dowcipy o facetach.
I co jest na tej stronie fajne? Po pierwsze kolorystyka. Dokładnie taka, która kojarzy się z młodością, trendami i słodyczą. Ale co jest jeszcze fajniejsze, że przeglądając te zabawki naprawdę mam ochotę wysłać je dalej, a przeglądając horoskop łączący mój miesiąc urodzenia z osobowością i rodzajem ulubionej czekolady, naprawdę mam ochotę ją zjeść, bo czuję że właśnie ja, urodzona w grudniu, jestem stworzona dla tych pastylek miętowych (a raczej one dla mnie)…To jest strona, na którą wejdzie się tylko raz. Ale gdy się za tym pierwszym razem spodoba, przy okazji następnych zakupów w supermarkecie poszuka się tych miętowych pastylek. W ramach autoczekoterapii. I o to chodzi.

Co jest na obu stronach uderzająco i zastanawiająco podobne, to grafika. Te same motywy florystyczne na tle o nasyconych barwach, te same ciemne, roztańczone postaci kobiet na wysokich obcasach.. zresztą, co ja się tu będę rozpisywać.. zobaczcie sami (zielony i różowy obrazek to Goplana, brązowy to Freeq). Czyżby rysował to ten sam grafik? A może wszyscy rysują to samo?

grafikaczekofreeq.png