Archiwum kategorii: nowości

Onet hasło to praktyczne rozwiązanie, odpowiadające na konkretną potrzebę użytkowników. Żeby wziąć udział w konkursach w portalu lub skomentować niektóre materiały, nie trzeba już zakładać nowego konta pocztowego – można po prostu ustalić hasło, będące kluczem do wybranych funkcjonalności portalu.

To troszeczkę podobna sytuacja jak z OpenID, czyli uniwersalnym hasłem – kluczem, które może być stosowane w wielu serwisach, szczególnie w społecznościach, w których bez logowania ani rusz. W Polsce na razie mało rozpowszechnione, ale im więcej serwisów będzie promować to rozwiązanie, tym łatwiej nam, użytkownikom oraz twórcom samych serwisów, będzie się żyło. Żeby zalogować się w dowolnym nowym serwisie, nie będziemy już potrzebowali nieustannie się rejestrować. To zaś zwiększy wygodę użytkowania stron oraz szanse ich twórców na to, że internauta zdecyduje się na nie zajrzeć. Rozpowszechnienie tej technologii przyczyni się też być może do bardziej systemowego eliminowania zagrożeń związanych z ochroną cyfrowej tożsamości, ponieważ OpenID jednoznacznie identyfikuje danego użytkownika. Z drugiej strony, to rozwiązanie można w kontekście ochrony danych widzieć jako wadę – uniwersalny klucz stwarza możliwość uzyskania dostępu do wielu stron jednocześnie i poczynienia na nich szkód. Na pewno więc nie powinno być – przynajmniej na razie – dostępne na stronach, na których szkody mogą okazać się namacalne i nieodwracalne – takich jak serwisy banków czy urzędów. Więcej na ten temat można poczytać na stronie projektu Identity 2.0.

Nie masz ochoty wychodzić z domu, a chcesz obejrzeć filmowe nowości i ambitniejsze tytuły?

Rozwiązaniem jest oryginalny polski pomysł – kino w internecie. Bilet dużo tańszy, a film nie zacina się i jest dobrej jakości. To wszystko na stronce iplex.pl, którą ostatnio przyuważyłam w sieci. Zapowiada się na sukces.

Miałam już dzisiaj nie pisać, bo jutro samolot na długi weekend a jeszcze sporo pracy przede mną, ale to co dzisiaj znalazłam, mocno mnie uderzyło. Otóż Agora organizuje konferencję pod hasłem zmiany w komunikacji, jaką niesie wideo. Dopiero teraz się obudzili?

Czego mogę dowiedzieć się nowego na tego typu konferencji? Że formy wideo w e-marketingu są fajne, bo przyciągają uwagę a poza tym że to najnowszy webowy trend? To wiem i bez konferencji. No, chociaż wstęp jest bezpłatny – można się za darmo “polansować”.

Wydaje mi się, że jest to temat co najwyżej dwie prezentacje, jeśli nie jedną, w ramach jakiejś konferencji o trendach w sieci w ogóle. Ale marketing robi swoje – ładne turkusowe tło, webdwazerowe literki, i na dodatek ten napuszony tytuł “Rewolucja w komunikacji” i już wydaje się, że staniemy się świadkami wydarzenia na miarę upadku imperium rzymskiego lub choćby Rewolucji Francuskiej.

Przy okazji możemy podziwiać na banerze facjatę pana D.K., który moim zdaniem jest mistrzem wygłaszania kompletnych oczywistości w formie prawd objawionych.

Moople.pl to serwis podwójnie ocierający się o granice prawa: po pierwsze, bezczelnie kopiuje wizerunek Google’a, po drugie, służy do wyszukiwania, nielegalnych zapewne, plików mp3.

Jednak jego funkcjonalność jest genialna. Nie wiadomo skąd, wyszukuje w sieci sporo plików mp3, które można zarówno odsłuchać (jak w przypadku wrzuty), jak i ściągnąć (jak w przypadku wszystkich programów p2p, różnych osiołków i niedźwiadków). Jednak tym razem nie musimy ściągać żadnego programu. Moople to kompletna nowość i daje do myślenia w temacie, co dalej z rynkiem muzycznym.

Sporo ostatnio mówiło się o kampanii, której główną bohaterką była niejaka Gaga Z.

Po pierwsze, podobał mi się świat subtelnych skojarzeń, które od początku budowała. Pseudonim artystyczny, nazwa płyty, tekst piosenki – wszystko w delikatny sposób sugerowało nam rozwiązanie reklamowej zagadki.

Po drugie, była logiczna. Na początku stworzono postać Gagi Z, parodię wiadomo kogo, która była była do tego stopnia obciachowa, że nie sposób było nie mieć jej dość po jednym obejrzeniu. Trudno było uwierzyć, że ktoś o tak ewidentnie niskiej wartości artystycznej i tak ewidentnie za wysokiej samoocenie może w ogóle mieć czelność pokazywać się publicznie. Budziła pogardę, ale i swoistą, pełną niedowierzania fasynację. Potem na stronie pojawiła się informacja – “Masz jej dość? Kliknij tutaj.”. Hmm ..kto by nie miał. Klikając, przenosiliśmy się na stronę producenta leku na zgagę.

Po trzecie, w mojej opinii kampania była skuteczna. A to dlatego, że większości ludzi zgaga nie kojarzy się z jakąkolwiek marką, tak jak ubrania, napoje czy buty. Tak więc wyróżniając się, sprawiamy, że ludzie zapamiętują nazwę produktu. Nie musimy mówić czy jest skuteczny czy nie i dlaczego. Ważne, że jak chwyci nas zgaga i wybierzemy się do apteki, poprosimy pewnie właśnie o ten środek, bo innych nie znamy.

Po czwarte, pokazuje, że może jednak w Polsce da się zrealizować coś niesztampowego, że może kiedyś dogonimy kraje bardziej w dziedzinie reklamy zaawansowane. I że istnieje wielki, nieodkryty potencjał, jaki niosą serwisy tworzone oddolnie przez internautów. To oczywiście były pierwsze przymiarki, ale przykład pokazuje że można.

A może nie można?

Google zamierza wprowadzić i udoskonalać system zarządzania reklamami online. Tak jak sobie to wyobrażam i przypuszczam (bo systemu jeszcze nie ma), będzie to jak w przypadku większości produktów Google, kolejny spory krok w stronę inteligentnej sieci.

Zawód media plannera, jako osoby jedynie planującej kiedy, gdzie i jak zostaną wyświetlone media, ma szansę wkrótce odejść do przeszłości. Bo algorytmy, rozwiązujące tego rodzaju dylematy, będą dysponowały podobną wiedzą, a na pewno lepszymi mocami przerobowymi niż ludzie.

Media plannerzy powinni już teraz myśleć nad tym, jak skupić się bardziej na tworzeniu strategii, które pozwoliłyby firmie odnaleźć internautę w jego naturalnym środowisku, a po drugie – skłoniły go do tego, żeby sam z przyjemnością obejrzał reklamę. Bo nie ma co się łudzić, że tradycyjne formy reklamy w internecie nie bedą traciły na znaczeniu. A biorąc pod uwagę wspomniany już przeze mnie trend wzrostowy tyczący się wydatków na reklamę online, warto o tym poważnie pomyśleć.

Wpadł mi w oko artykuł na temat popytu na mobilną telewizję w Indiach. Indie to kraj bardzo zdolnych i bardzo nowoczesnych w swym podejściu do technologii ludzi (czego być może niektórzy w Europie nie są do końca świadomi). Okazuje się, ku nawet mojemu zdumieniu, iż 84% respondentów chętnie skorzystałoby z tej usługi, pod warunkiem że byłaby ona dostępna i przystępna cenowo. Prawie 60% z nich chciałoby oglądać to samo, co oglądają w domu.

W Polsce też o tym myślą. Ponoć telewizja mobilna ma się u nas pojawić w ciągu najbliższego roku i wcale nie będzie droga. Przeczytajcie ten artykuł.

kokos.png

Pojawiło się ostatnio na polskim rynku sporo serwisów, które oferują coś, co już od dawna istnieje w innych krajach – pożyczki społecznościowe. Postanowiłam zbadać sprawę. Z tego co udało mi się ustalić, w chwili obecnej są to 4 serwisy, z czego jeden dopiero czeka na otwarcie, a mianowicie: kokos.pl, finansowo.pl, monetto.pl oraz pirbank.pl.

Który wybrać? Postanowiłam zarejestrować się w kokosie, bo ma chwytliwą nazwę i atrakcyjny layout :)

Idea jest prosta: osoby, które mają nadmiarową gotówkę (hm..), mogą ją zainwestować. Można zarobić więcej lub stracić mniej niż w banku. Z kolei osoby, które nadmiarem gotówki nie dysponują, a wręcz przeciwnie, mogą ją w serwisie pożyczyć od innych.

Czy to zadziała? Jeśli chodzi o polski rynek, widzę następujące przeszkody:

  • Społeczeństwo obywatelskie w Polsce cienko przędzie – trudno też mówić o wzajemnym zaufaniu
  • Rozwiązanie takie wiąże się z rozmaitymi zagrożeniami, jak kradzież pieniędzy i tożsamości (już nawet nie mówię o faktycznych zagrożeniach, ale o tak zwanym ich “społecznym odbiorze”).
  • Sądzę, że wielu będzie chętnych do wzięcia pożyczki, a do jej udzielenia – już niekoniecznie (cwaniacy z nas..), wskutek czego systemy upadną.

Można to podsumować tak: bardzo brakuje nam podstawowych mechanizmów, typowych dla społeczeństw obywatelskich. Inna kultura, inne przyzwyczajenia. Z drugiej strony, Polacy lubią “kombinować” – tu taniej kupić, tam drożej sprzedać. Więc może na początku system “chwyci”, a potem będzie skazany na upadek (jak, nie przymierzając, realny socjalizm).

Nie mam na poparcie tych wszystkich tez żadnych badań (jeśli takie mi wpadną w ręce, dorzucę do tego wpisu, obiecuję), ale mniemam, że właściciele tych serwisów je zrobili lub chociaż kupili. Hm, a może nie zrobili? Jaki będzie efekt finalny, pokaże jak zwykle przyszłość.

Z punktu widzenia kobiety dbającej (nawet nie przesadnie) o stan swojej garderoby, zakupy są czynnością czaso- i pracochłonną. Często mamy wyobrażenie o poszukiwanym idealnym ciuchu i zanim go znajdziemy, w Wiśle zdąży upłynąć całkiem sporo wody.

Narzędzie cogdziezaile.pl miało w założeniu stać się na te problemy idealnym panaceum.

“Świetne!” – pomyślałam, czytając zachęcający opis.

“Wyłapanie interesujących egzemplarzy staje się w tym przypadku dziecinnie proste, i nie wymaga spędzenia połowy dnia na bieganiu po sklepach. Wystarczy wybrać szukany fason, wzór, rozmiar, kolor, markę lub cenę, żeby katalog CoGdzieZaile.pl wyświetlił produkty spełniające podane kryteria, wraz z opisami dotyczącymi cech charakterystycznych, dostępnych rozmiarów i kolorów.”


Postanowiłam natychmiast tam zajrzeć i serwis później opisać. Weszłam na stronę i … przeżyłam rozczarowanie. Niezrozumiały podział na kategorie, podwójne menu, nijakie kolory, małe i niewyraźne zdjęcia. A mogło być tak pięknie – wyraziste kolory, piękne zdjęcia, ciekawa nawigacja sprawiająca że wręcz fizycznie odczuwa się sam proces wybierania. Niestety – usability strony kuleje pod wszelkimi względami, co sprawia że czuję, iż z tą witryną się nie “zaprzyjaźnię”. No cóż, trzeba czekać na lepsze jakościowe klony. Takie narzędzie na pewno się przyda i jeśli będzie odpowiednio zaprojektowane, wróżę mu sukces.

Mobilne wersje serwisów www to ostatnio w sieci modny temat i podejrzewam, że niedługo zrobią karierę z powodów, o których mowa w poprzednim poście. W tworzenie swych wersji szczególnie przydatnych dla komórek wchodzą przede wszystkim większe serwisy. Moją uwagę zwróciło kilka przystosowanych w ten sposób witryn.

Po pierwsze, jest ONET LAJT, który jest po prostu lżejszą wersją portalu. Przyda się, gdy potrzebujemy na szybko podstawowych informacji z kraju i ze świata.  Następnie świeżutki ZUMI LAJT, mobilny serwis Onetu przydatny w geolokalizacji. Myślę, że dla osoby żyjącej (i zagubionej) w dużym mieście lub często podróżującej jest to bardzo przydatna usługa. Następnie bardziej sprecyzowana tematycznie wersja serwisu bankier.pl , M.BANKIER, oferująca stały update ze świata finansów.

A zagraniczny wzór? Dla mnie rewelacją jest rozwiązanie yahoo, czyli ONE CONNECT. Jest to sprytna aplikacja, która pozwala być na bieżąco w kontakcie ze swoimi znajomymi – wiedzieć, co robią czy gdzie się znajdują. Czyli właściwie wracamy do źródeł tego, czemu służy telefon: komunikacji. Ale tym razem daje ona sporo dodatkowej zabawy. Warto jeszcze wspomnieć o najnowszej opcji w sieci linkedin – M.LINKEDIN. Niedługo pewnie żaden popularniejszy serwis nie obędzie się bez swojej wersji mobilnej.

Po co właściwie piszę o tym wszystkim, robiąc przy okazji darmową reklamę paru portalom? Ano dlatego, że dostrzegam tu trend, który wcześniej czy później musi się rozwinąć, tak jak rozwinęło się oglądanie video przez internet, sieci społecznościowe czy też handel w sieci. Ot, logiczna konsekwencja. Czyż nie?