Archiwum kategorii: kobiety

Herbata dobra jest na wszystko, wiadomo nie od dziś. Ma wiele atrakcyjnych odmian, a w krajach Dalekiego Wschodu jest wręcz napojem “kultowym”. Dziś zatem wezmę pod lupę dwa serwisy poświęcone butelkowanym herbatom, które jawią się jako zdrowsza, bardziej “zen” alternatywa dla coca-coli i pokrewnych napojów.

Serwis herbaty Nestea Vitao prezentuje trzy rodzaje herbat – białą, czerwoną i zieloną – każdą na inną okazję. Serwis zbudowany jest na bazie filmów wideo, pokazujących, jak herbata działa na zabieganą, nowoczesną kobietę – pozwala jej się zrelaksować lub ożywić czy to w domu, czy to w pracy. Serwis stworzony jest wokół hasła “10 minut w rytmie VITAO!” – proponując poświęcenie 10 minut dziennie, które pozwolą się wyciszyć się i poczuć jak na afrykańskim stepie lub chińskim polu ryżowym. To swoista medytacja odrywająca od tempa i stresów biurowego i domowego życia, zwana “trendem vitao”. Każdy rodzaj herbaty powoduje inny efekt – biała  pobudza, zielona chroni, czerwona uspokaja. Strona, mimo że oparta na ciekawym pomyśle strategicznym, ma jednak sporo niedociągnięć. Pierwsze z nich jest prozaiczne, ale bardzo istotne - nie sposób znaleźć jej w wyszukiwarkach. Co powoduje, że można na stronę trafić tylko poprzez reklamy. Po drugie, wideo, mimo że ładnie zrobione, jest dość nudne. Długie sekwencje, podczas których główna bohaterka – konsumentka herbaty robi rozanielone miny i wykonuje prace biurowe lub domowe, po prostu nużą. Przydałoby się więcej akcji i jakaś estetyczno – emocjonalna wartość dodana. Niestety tego brakuje. A przecież wokół niezwykle chwytliwej “filozofii vitao” można by zbudować naprawdę angażującą stronę, na którą konsumentka często by wracała.

Kolejna strona poświęcona herbatom z butelki to strona tradycyjnej Nestei. Ciekawa animacja, prezentująca w atrakcyjny sposób filozofię i historię herbaty, możliwość zasadzenia własnej roślinki, animacja relaksującego ogrodu, prezentacja produktów. Strona niewątpliwie ładna, ale właściwie nie wiadomo jaki jest jej cel. Można wejść, poklikać, wyjść i już więcej nie wrócić. Denerwują długie czasy ładowania. Żeby przeczytać cokolwiek o rodzajach herbaty trzeba się nieźle natrudzić z obsługą flashowej animacji. Podczas gdy Vitao, mimo wszystkich swych niedociągnięć, ma spójne przesłanie, to stronka Nestei nie tworzy żadnego szczególnego klimatu. Ot, takie pudełko z różnymi czekoladkami, które można szybko zjeść i zapomnieć. Dlatego też trudno jest mieć do produktu jakiś emocjonalny stosunek.

Herbata w butelkach to napój o wciąż niewykorzystanym potencjale, napój który mógłby stać się w Polsce o wiele bardziej popularny. Przydałyby się strony, które są nie tylko ładne, ale też angażują konsumenta, wpisując się w jego codzienny styl życia. W sprawie strategii dla FMCG można pisać do mnie :)

Uwielbiam Reddsa. Przede wszystkim dlatego, że jest pyszny. A odkąd ma nowe, designerskie puszki, kupuję go częściej i chętniej. Do czego to jest w stanie doprowadzić nas pogoń za stylem :)

Bo tym, co do nas najbardziej przemawia, jest estetyka czyli innymi słowy obrazki. I kolory. Estetyka Reddsa przemawia szczególnie do kobiet, dla których zresztą powstało to piwo. A rysunki Endo, które ubóstwiam za miejski, lekko dekadencki a przede wszystkim kobiecy i nowoczesny styl – pasują tu idealnie.

A strona jest bardzo skromna, wizerunkowa. To właściwie minisite. Jest świetna pod względem grafiki i nie przeładowana dziwnymi gierkami i bajerami, jak wiele stron FMCG. Po prostu miło popatrzeć. A potem odnaleźć charakterystyczną puszkę w sklepie.

Żywiec Zdrój to popularna marka wody mineralnej, która obrała ciekawą strategię, skierowaną do dwóch różnych grup docelowych i równie ciekawie ją zrealizowała.

Marka firmuje w ostatnim czasie dwa serwisy: mamanaczasie.pl oraz szlakzdrowia.pl

Jednocześnie rozpoczęła się wizerunkowa kampania wody źródlanej Primavera, której celem jest budowanie świadomości marki wśród konsumentów. Grupą docelową kampanii, prowadzonej pod hasłem: “Źródło uczuć”, są, poobnie jak w przypadku ŻZ, kobiety w ciąży i młode matki. Serwis można obejrzeć pod adresem polskawoda.com.pl. Stronka jest zupełnie inna - prosta, bezpretensjonalna, pozbawiona fajerwerków. Informacyjna. Podobna do niej jest strona Nałęczowianki.

A Wam z czym kojarzy się woda mineralna? Jest produktem tak dosłownie i w przenośni transparentnym, że właściwie to… można na niego nałożyć każdą koncepcję. Nie tylko taką prozdrowotną, prosportową i pronaturalną, ale także całkiem szaloną i odjechaną. Tym bardziej że wody, których smak jest nierozróżnialny, to właściwie.. czysty marketing.

 johnny2.png   delight1.png

Przeglądając dziś Pudelka (tak, tak!) natknęłam się na reklamę kontekstową w słowach kluczowych, przypisanych do jednego z artykułów. Przy artykule o rzekomo “boskim” Johnnym Deppie, obok standardowych nazwisk gwiazd znalazło się zaznaczone na czerwono słowo “delight” czyli “rozkosz”. Zaciekawiona ową rozkoszną niespodzianką kliknęłam i zostałam przeniesiona na sympatyczną stronkę firmowaną przez Mars Delight Strefa Delight.

Reklama kontekstowa wydaje się być przyszłością reklamy w internecie. Jesteśmy coraz bardziej zmęczeni tradycyjnymi banerami, spada ich zauważalność i klikalność. Tak więc wymyślanie coraz nowych miejsc, gdzie można niby od niechcenia pochwycić i wciągnąć do zabawy internautę jest zadaniem dla osób planujących promocję w sieci.
Innym pytaniem jest, jak powinny wyglądać strony promujące produkty spożywcze, aby stanowiły one atrakcję dla internauty, jednocześnie wpływając pozytywnie na wizerunek, i w efekcie sprzedaż produktu.

Mars Delight udało się zrobić coś niesłychanie prostego i niesłychanie odkrywczego. Stworzyli stronę FMCG, którą można odwiedzać więcej niż raz. Agregując “najprzyjemniejsze” wpisy z różnych serwisów O2 – smakowitą i lekką modę, chwytliwe plotki – stworzyli miejsce, które dostarcza ciekawy, ciągle to nowy content, a zarazem kojarzy się z lekkością i przyjemnością chwili, których dostarcza nam ów drobny deser. A zatem chapeaux bas.

Strony dla dziewcząt i młodych kobiet powinny być moim naturalnym środowiskiem. Każdy pewnie intuicyjnie czuje, że powinny stawiać na design i na ciekawe tematy. Powszechnie wiadomo, że my kobiety lubimy plotkować, szczególnie o facetach, ale także o innych przyjemnościach życiowych. Szczególnie jeśli mamy 16-30 lat i wszystkie (lub chociaż większość) możliwości są właściwie jeszcze dla nas otwarte.

Do takiego właśnie targetu odwołują się dwie stronki, które ostatnimi czasy przyuważyłam w sieci. Obie są związane z produktami spożywczymi, ale produkty owe są bardzo zgrabnie, nienachalnie wplecione w koncepcję obu stron.

Pierwsza z nich to Freeqstyles, społeczność dla młodych kobiet zbudowana wokół piwa Freeq i idei “kobiecych wieczorów”, pogaduszek w damskim gronie. Strona wokół tych pogaduszek się skupia. Podzielona jest na 3 działy.

  • Kobieta w pracy: mówi się tam na temat pogodzenia pracy z życiem rodzinnym, nietypowych zawodów, szklanego sufitu, czyli podsumowując – spraw okołozawodowych.
  • Kobieta nocą – czyli coś a’ la Seks w wielkim mieście.
  • Kobieta w domu – gotowanie, moda, uroda, dekorowanie, diety.

Czyli w sumie podział całkiem logiczny, a tematy smakowite jak lekki łosoś z rukolą popity szampanem z truskawką.
Pojawia się jednak dręczące pytanie, czy kobiety rzeczywiście lubią rozmawiać tylko o przysłowiowej dupie Maryni, czy to tylko stereotyp? Po drugie, czy każda z nas jest w duchu drapieżną wielkomiejską Cosmogirl? Po trzecie i najważniejsze, czy naprawdę ktoś przyjdzie na taką stronę, jeśli chce na te tematy porozmawiać, jeśli pod bokiem ma (w zależności od wieku) grono, goldenline i setki innych rozbudowanych społeczności z forami dyskusyjnymi oraz vortali tematycznych?

Jednak nie to jeszcze jest tą kroplą, która przechyla czarę goryczy. Problem leży gdzie indziej. Może i bym porozmawiała na jeden z tych tematów, ale niekoniecznie wtedy, gdy żeby otworzyć jakiś wątek, muszę czekać aż wyrosną mi na ekranie stylizowane motywy florystyczne. Niekoniecznie, gdy żeby zobaczyć jakiekolwiek komentarze, trzeba z trudem przewijać małe flashowe okienka. To nie jest wygodne. Koniec końców po takie wizycie jestem tylko zdenerwowana. Wołałabym się już napić piwa i pogadać na żywo, niż męczyć się żeby cokolwiek przeczytać, nie mówiąc już o udzieleniu odpowiedzi.

A przecież powinno być tak, że gdy u internautki pojawia się impuls napisania komentarza, ta iskra zainteresowania która ma szansę utrzymać ją przy tej rachitycznej społeczności, powinna móc to zrobić szybko i prosto.

Na razie więc surfuję dalej, na stronę firmowaną przez Goplanę – Czekoterapię. Jest to witryna adresowana do nieco młodszych kobiet, nastolatek i studentek (no, może też do “przerośniętych nastolatek”, czego dowodem fakt, że mi się spodobała). To taka babska strona, pod hasłem “terapii za pomocą czekolady”, gdzie można znaleźć parę śmiesznych, poprawiających nastrój gadżetów np. czekohoroskop, męski striptiz, generator komplementów (świetny!), a także, bo czemu nie, dowcipy o facetach.
I co jest na tej stronie fajne? Po pierwsze kolorystyka. Dokładnie taka, która kojarzy się z młodością, trendami i słodyczą. Ale co jest jeszcze fajniejsze, że przeglądając te zabawki naprawdę mam ochotę wysłać je dalej, a przeglądając horoskop łączący mój miesiąc urodzenia z osobowością i rodzajem ulubionej czekolady, naprawdę mam ochotę ją zjeść, bo czuję że właśnie ja, urodzona w grudniu, jestem stworzona dla tych pastylek miętowych (a raczej one dla mnie)…To jest strona, na którą wejdzie się tylko raz. Ale gdy się za tym pierwszym razem spodoba, przy okazji następnych zakupów w supermarkecie poszuka się tych miętowych pastylek. W ramach autoczekoterapii. I o to chodzi.

Co jest na obu stronach uderzająco i zastanawiająco podobne, to grafika. Te same motywy florystyczne na tle o nasyconych barwach, te same ciemne, roztańczone postaci kobiet na wysokich obcasach.. zresztą, co ja się tu będę rozpisywać.. zobaczcie sami (zielony i różowy obrazek to Goplana, brązowy to Freeq). Czyżby rysował to ten sam grafik? A może wszyscy rysują to samo?

grafikaczekofreeq.png

Z punktu widzenia kobiety dbającej (nawet nie przesadnie) o stan swojej garderoby, zakupy są czynnością czaso- i pracochłonną. Często mamy wyobrażenie o poszukiwanym idealnym ciuchu i zanim go znajdziemy, w Wiśle zdąży upłynąć całkiem sporo wody.

Narzędzie cogdziezaile.pl miało w założeniu stać się na te problemy idealnym panaceum.

“Świetne!” – pomyślałam, czytając zachęcający opis.

“Wyłapanie interesujących egzemplarzy staje się w tym przypadku dziecinnie proste, i nie wymaga spędzenia połowy dnia na bieganiu po sklepach. Wystarczy wybrać szukany fason, wzór, rozmiar, kolor, markę lub cenę, żeby katalog CoGdzieZaile.pl wyświetlił produkty spełniające podane kryteria, wraz z opisami dotyczącymi cech charakterystycznych, dostępnych rozmiarów i kolorów.”


Postanowiłam natychmiast tam zajrzeć i serwis później opisać. Weszłam na stronę i … przeżyłam rozczarowanie. Niezrozumiały podział na kategorie, podwójne menu, nijakie kolory, małe i niewyraźne zdjęcia. A mogło być tak pięknie – wyraziste kolory, piękne zdjęcia, ciekawa nawigacja sprawiająca że wręcz fizycznie odczuwa się sam proces wybierania. Niestety – usability strony kuleje pod wszelkimi względami, co sprawia że czuję, iż z tą witryną się nie “zaprzyjaźnię”. No cóż, trzeba czekać na lepsze jakościowe klony. Takie narzędzie na pewno się przyda i jeśli będzie odpowiednio zaprojektowane, wróżę mu sukces.